Czytanie na dziś: Jezus powiedział do faryzeuszów i uczonych w Prawie: czytaj dalej
Laurence Freeman OSB Konferencje

LAURENCE FREEMAN OSB 

 

Ojciec Laurence Freeman urodził się w Londynie. Uczęszczał do szkoły benedyktyńskiej. Stopień magistra literatury angielskiej zdobył w New College w Oksfordzie. Pracował w ONZ, bankowości i jako dziennikarz, aby ostatecznie wstąpić do klasztoru benedyktynów opactwa Ealing. Czytaj dalej tutaj.

 

 

Liturgia dzisiaj

 

Jak głosi pradawna mądrość Kościoła możemy rozróżnić trzy rodzaje liturgii: liturgię nieba, liturgię ołtarza, a pomiędzy nimi, liturgię serca. Pełnia liturgii musi więc zawierać w sobie te trzy wzajemnie się przenikające wymiary: niebo i ziemię, dwa obszary po obu stronach doliny śmierci oraz tajemnicę głębokiej jedności, jaką nosi w sobie człowiek.

 

Kiedy mówimy o ciszy w Eucharystii to mówimy o prawie Białych Przerw. Pewnego razu grupa studentów rabinistycznych spierała się o znaczenie biblijnego tekstu. Zwrócili się do swego nauczyciela o arbitraż w ich sporze. „Co widzicie na kartce – zapytał. Słowa, o których dyskutujemy – odpowiedzieli uczniowie. Te czarne znaki na kartce – odparł stary rabin – zawierają tylko połowę informacji tekstu. Druga część jest w białych przerwach pomiędzy nimi.

To jest ów margines ciszy, który znajdujemy wokół każdego tekstu. Jest ona również obecna w przerwach między oddechami, bezruchu między myślami, odpoczynku między wybuchami gorączkowej aktywności.

 

Ostatnie słowa zachęty, jakie słyszeliśmy w nauczaniu papieża, do przywrócenia w liturgii doświadczenia ciszy, wskazują na jego zrozumienie i poszanowanie wobec tego uniwersalnego prawa. Są one również pomocne w odzyskaniu na nowo pleromy modlitwy liturgicznej, w jej trzech odległych i nakładających się na siebie obszarach: ziemskim, niebiańskim i obszarze ludzkiego serca. Potrzeba nam dziś tego bardzo, bo dla rosnącej liczby chodzących do kościoła, Eucharystia stała się rytuałem, z którym stopniowo coraz mniej osób się identyfikuje.

 

Są tacy, którzy nigdy nie doświadczyli jej inspiracji i pocieszenia. Dla nich Msza święta w żaden sposób nie jest sakramentem, który nadaje sens ich życiu. Jej afirmacja o możliwościach przemienienia najzwyklejszego szarego życia przechodzi obok nich niezauważona. Liturgia nie kojarzy się im z tym, co niesie życie, z jego radością, rozpaczą, tragedią i żalem, nadzieją i rozczarowaniem. Nie jest ona w żaden sposób pokarmem dla zwykłej codziennej harówki. Dla wielu z nich Msza wydaje się dziwna i zniechęcająca. W czasach nowej ewangelizacji powinniśmy powrócić do siły liturgii w przekazywaniu Ewangelii niewierzącym. Gdy zdarzy im się uczestniczyć w nabożeństwie ślubnym, czy też Mszy pogrzebowej kolegi z pracy, to sposób, w jaki odprawiana jest Msza może przekazać coś, co ich zadziwi i pozostanie z nimi, jako wartościowe doświadczenie na zawsze. Może okazać się, że jest to odsłona chrześcijaństwa. jakiej nigdy nie poznali, co z kolei może doprowadzić ich do znalezienia ponownie czegoś, co dawno temu im się zapodziało.

 

Są też tacy, którzy może i kiedyś odczuwali tajemnicę i mistycyzm Eucharystii, ale już utracili z nią kontakt. W miarę jak dojrzewała ich duchowość udali się w poszukiwanie jej wewnętrzności – owej łaski w nas, której Eucharystia jest zewnętrznym znakiem – i doszli do wniosku, że nie znajdą jej w Kościele. Dla takich ludzi odkrycie kontemplatywnej formy modlitwy może na nowo połączyć ich z utraconą sakramentalną wrażliwością i sprowadzić ich na powrót do Kościoła.

 

Inni znowu trwają w obowiązku regularnego uczestnictwa we Mszy świętej, często ze względu na dzieci lub aby utrzymać kontakt z jakąś formą duchowości, lecz odczuwają z rozczarowaniem, że ona nie ujawnia się wyczuwalnie w ich niedzielnych nabożeństwach.

 

Wreszcie są ci, którzy bez względu na osobiste i eklezjastyczne niedoskonałości mają w sobie na tyle łaski, by dostrzec w Eucharystii tajemną i mistyczną skuteczność, niezależnie gdzie i jak jest ona sprawowana.

 

Dla tych wszystkich ludzi cisza jako element i wymiar Eucharystii ma ogromną wartość. Zanim przejdę do rozważań nad tym, co może wydawać się tu bezprzedmiotowym i abstrakcyjnym tematem, pozwolę sobie podzielić się z wami, tym co ostatnio usłyszałem podczas dni skupienia w Sydney. Otóż pewien asystent pastoralny z parafii w New South Wales, powiedział mi, że jego proboszcz właściwie wprowadził w życie to, o co papież Jan Paweł II prosił księży w Wytycznych do nowego wydania Ogólnego wprowadzenia do Mszału rzymskiego.  

(http://www.kkbids.episkopat.pl/wprowadzeniedoksiag/owmrpopr/dekret.htm)

A mianowicie, przywrócił miejsce ciszy liturgicznej w nabożeństwach w jego parafii. Zdumiał mnie nie tyle sam fakt per se, ile zakres, w jakim to zrobił. Była cisza po Czytaniach, 5 minut po homilii i 15 minut po Komunii. Ciekaw byłem reakcji parafian. Okazało się, że nikt nie wyszedł z kościoła podczas cichej przerwy w przebiegu Mszy, a nawet wielu wyraziło swe zadowolenie. Nie chciałbym jednak ograniczyć zagadnienia ciszy we Mszy świętej - i to z ważnego powodu - tylko do ilości jej minut.

 

Mszę świętą można celebrować na wiele sposobów, wszystko zależy tu od prowadzącego ją kapłana. Czas ciszy, który można by w nią wprowadzić musi być odpowiednio zinterpretowany. Jestem przekonany, że da się ciszę włączyć do praktyki Mszy świętej w najzwyklejszej w świecie niedzielnej grupie wiernych, tak że novum to spotka się z jej życzliwym przyjęciem. Może być to równie zadziwiające, jak odkrycie, że dzieci świetnie radzą sobie z medytacją – czasem cichej modlitwy bez słów i wyobrażeń. Mówiąc o Eucharystii i ciszy nie robimy nic więcej, jak rozważamy kontemplatywny wymiar wiary, uczestnictwa w nabożeństwach i w całym życiu. Tak jak pisał Jan Paweł II w Mane Nobiscum Domine: Pasterze niech gorliwie podejmą tę katechezę «mistagogiczną», tak drogą Ojcom Kościoła, która pozwala odkryć znaczenie gestów i słów liturgii, pomagając wiernym przejść od znaków do tajemnicy i włączyć w nią całe swe życie.

18. W szczególności trzeba pielęgnować, zarówno podczas celebrowania Mszy św., jak i w kulcie eucharystycznym poza Mszą św., żywą świadomość rzeczywistej obecności Chrystusa, dbając o to, by dawać jej świadectwo tonem głosu, gestami, sposobem poruszania się, całym zachowaniem. W związku z tym normy przypominają — i ja sam miałem ostatnio okazję to potwierdzić — wagę, jaką należy przywiązywać do chwil milczenia czy to w celebracji, czy w czasie adoracji eucharystycznej.

(http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/listy/mane_nobiscum_07112004.html ).

Innymi słowy, tak jak to dobrze zrozumiał pierwszy Kościół, sposób w jaki się modlimy, jest sposobem w jaki żyjemy. W dzisiejszych czasach ludzie tak jak nigdy przedtem wyruszyli na poszukiwanie owego brakującego kontemplatywnego elementu. A kiedy w tym szukaniu trafią do kościoła na Mszę świętą, to oczekują z pełnym do tego prawem, że go w niej znajdą.

 

Mistrz Eckhart zwykł powtarzać, że „nic nie przypomina Boga bardziej niż cisza”. Matka Teresa z Kalkuty, która dwie godziny codziennej cichej modlitwy sióstr ustanowiła centralnym punktem życia zakonu, mawiała, że: „Cisza to jest Bóg, który do nas mówi”. Oba te powiedzenia ilustrują sposób, w jaki można rozumieć znaczenie ciszy. Dlaczego Bóg ma tak bardzo przypominać ciszę? Eckhart nie twierdzi, że Bóg lubi ciszę, czy też że woli ciche uwielbienie, on mówi, że Bóg jest jak ciszą. Święty Benedykt używał dwóch słów na przetłumaczenie słowa cisza: quies i silentium. Quies to bycie cicho, brak dźwięku, cisza fizyczna – brak trzaskających drzwi, trzeszczących krzeseł, kasłania i szelestu odwijanych papierków od cukierków. Powszechnie przyjmuje się, rodzice mają obowiązek wychować dzieci do qites, fizycznego samoopanowania i umiaru, które uszanują obecność innych ludzi. Quies uzdalnia i uprzyjemnia nasz świat tak, że jawi się on nam jako przyjazny i możliwy do zamieszkania. Coraz trudniej o quies w nowoczesnych konglomeracjach miejskich, gdzie muzyka wdziera się nawet do wind i coraz mniej w nich oaz ciszy bez dźwięków, które wyprodukował człowiek. W sprzedaży pojawiły się kosztowne słuchawki, nie po to, aby przez nie słuchać muzyki, ale by nimi blokować zewnętrzny hałas. Jednakże silentium, drugi rodzaj ciszy, nie jest brakiem fizycznego hałasu, ale nastawieniem umysłu i ukierunkowaniem świadomości na Boga i innych. Jest uważnością. Gdy ktoś zwraca się o pomoc do księdza, czy terapeuty o utulenie w bólu, ci wiedzą, że podstawowym darem, jaki muszą dać tej osobie, jest uwaga. Bo w większości przypadków może nie być żadnego rozwiązania dla problemu i pocieszenia zabrzmią w obliczu ogromu tragedii, jak puste frazesy. Skupione, ciche słuchanie, całkowite danie siebie w akcie uwagi nie jest ani osądzaniem, ani doradzaniem, ani naprawianiem sytuacji, jest to akt miłości. Z tego punktu widzenia, naprawdę nic tak nie przypomina Boga jak cisza, bo Bóg jest miłością.

 

 

 

fot. wccm.pl

 

Print Friendly and PDF