Czytanie na dziś: W pierwszy dzień tygodnia niewiasty poszły skoro świt do grobu, czytaj dalej
Kim Nataraja Konferencje

KIM NATARAJA

Kim Nataraja urodziła się w Holandii. Od 1960 roku mieszka w Londynie wraz z mężem i dwójką dzieci. Jest emerytowanym wykładowcą języków nowożytnych. Od 1999 roku kieruje Szkołą Medytacji Chrześcijańskiej w ramach której prowadzi wykłady z cyklu Chrześcijańskie korzenie mistycyzmu. Kim jest benedyktyńskim oblatem WCCM, dyrektorką Szkoły Medytacji i członkiem założycielem towarzystwa Bede Griffiths Sangha. Aktywnie wspomaga prace WCCM na polu dialogu międzyreligijnego. 

Zdrowotne korzyści z medytacji

 

Medytacja zawładnęła wyobraźnią tłumów z uwagi na swoją właściwość redukowania stresu. Powstało wiele prac naukowych, artykułów prasowych, podręczników, programów telewizyjnych dowodzących zbawiennego oddziaływania medytacji na zdrowie. Istotą medytacji jest uwaga. Utrzymanie uwagi w sposób nieunikniony doprowadzi do zmian. Skutki są najpierw i najmocniej odczuwane w ciele. Każda część ciała jest połączona z mózgiem przez system nerwowy. Zmiana w mózgu w oczywisty więc sposób przynosi zmianę w ciele.

Moja córka Shanida, neuronaukowiec, w swojej książce „The Blissful Brain” [„Błogi mózg”] wyjaśnia, co się dzieje w mózgu, kiedy staramy się utrzymać uwagę na słowie mantry. Pewna grupa komórek w płacie czołowym mózgu odpowiedzialna jest za sferę myśli, wyobrażeń i marzeń. Inna grupa komórek odpowiedzialna jest za utrzymanie uwagi. Poprzez skupienie umysłu na mantrze wzbudzamy większą aktywność tej grupy komórek. Gdy nasza uwaga pogłębia się aktywność pierwszej grupy, angażującej myśli i wyobraźnię, znacząco maleje. Naukowe eksperymenty dowiodły tego rejestrując spadek w intensywności fal beta (sygnalizujących procesy myślowe) – element ego naszej świadomości. Interesującą rzeczą jest zaobserwować jak świadomość ego (koncentrująca się na potrzebie przetrwania) jest mocno zakodowana w mózgu, ale, jednocześnie, jak może ona zostać czasowo pominięta.

„Zostawiając” myśli za sobą, przekraczamy ego. Impulsem staje się uwaga skupiona na słowie oraz świadome pragnienie, aby nasze umysły skierować na Królestwo - Bożą Obecność. Tym samym w praktyce wyłączamy aktywność lewej półkuli mózgu, logicznie myślącą część naszej świadomości (ego), przenosząc aktywność mózgu do prawej półkuli, mającej zdolność bardziej kreatywnego i całościowego harmonizowania się z rzeczywistością. Tam możemy „dotknąć” istnienia naszego prawdziwego ja. W istocie, niemal dosłownie, zrobiliśmy to, co nam polecił Jezus: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie (…) kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.”

Co więcej, wydłużone ukierunkowane skupienie uwagi wywołuje reakcję łańcuchową w innych komórkach mózgowych, zwłaszcza w systemie limbicznym, rejonie odpowiedzialnym za reakcje emocjonalne. Uczucie lęku, które zwykle demonstruje się w postawie „walka lub ucieczka”, ulega czasowemu wyłączeniu, a na jego miejsce pojawia się akceptacja, odprężenie i spokój. Nazywamy to „odpowiedzią odprężenia”. Przechodzimy więc od schematu „walki lub ucieczki” do reakcji odprężenia. Tego też możemy dowieść przez wskazanie większego udziału fal mózgowych typu alfa i theta. O jednej rzeczy należy pamiętać: mózg łączy się z każdą częścią ludzkiego ciała za pośrednictwem układu nerwowego. Zmiana w mózgu w sposób nieunikniony wywołuje zmiany w całym ciele.

Gdy nie jesteśmy już rozpraszani przez armię myśli, postawa uwagi budzi świadomość. Stajemy się przebudzeni, czujni i zauważamy obszary napięć w naszym ciele oraz możemy świadomie wesprzeć proces odprężania, który właśnie trwa. Pozycja, jaką przyjmuję podczas medytacji, wspomaga ten proces. Nie ma znaczenia, czy siedzimy na krześle, czy też w pozycji lotosu tak długo, jak długo utrzymujemy swobodnie prosty kręgosłup w trakcie całej sesji medytacyjnej. Dodatkową korzyścią jest to, iż nasza klatka piersiowa pozostanie nieskrępowana, pozwalając na swobodne oddychanie. Można by nawet pomóc procesowi odprężenia przez rozluźnienie ciała ćwiczeniami fizycznymi w rodzaju jogi, tai-chi, czy chi-kung. Gdy ciało się odpręża, podobnie dzieje się z oddechem. Zwrotnie, wspomaga to odprężanie umysłu.

Zredukowanie napięć w naszym ciele ma istotne konsekwencje dla naszego zdrowia. Stres, plaga współczesnego życia, odkłada się w ciele w formie napięcia. Medytacja zawładnęła wyobraźnią tłumów właśnie z uwagi na właściwość redukowania stresu. Dla przykładu zmniejsza ryzyko choroby wieńcowej i nadciśnienia. Przynosi korzyści o podłożu psychologicznym, łagodząc stanu niepokoju czy depresje. Pomaga zmagać się z chronicznym bólem oraz dotyka zachowań wynikających z uzależnień, które po części są manifestacją stresu.

 

Pozytywne skutki medytacji są nie do przecenienia.
Lecz dla nas, którzy postrzegamy medytację jako praktykę duchową, to zaledwie pierwszy krok. Oczywiście, doceniamy pozytywne efekty zdrowotne. Nie są one jednak celem naszej praktyki. Dla nas, medytacja jest modlitwą, praktyką przebywania w obecności Boga. Efekty zdrowotne są mile widziane, niemniej są efektem ubocznym. Istotą medytacji jest uwaga i wynikająca z niej świadomość. Świadomość jest kluczem do przeobrażeń. Wyostrzanie świadomości – oto sedno sprawy – przyniesie zmiany fizyczne, ale nie tylko. Nastąpią zmiany na poziomie mentalnym i psychologicznym, które wpłyną na nasze poczucie tożsamości. One to ostatecznie uczynią z nas osobę, którą zgodnie z Bożym planem, powinniśmy zostać.

 

fot. wccm.pl: Medytacja w ośrodku AA Kripa/India.

Print Friendly and PDF