Czytanie na dziś: Przynoszono do Jezusa dzieci, aby położył na nie ręce i pomodlił się za nie; czytaj dalej
Włodzimierz Zatorski OSB Konferencje

Włodzimierz Zatorski OSB

Do klasztoru wstąpił w roku 1980 po ukończeniu fizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Założyciel i do roku 2007 dyrektor wydawnictwa Tyniec. W latach 2005–2009 przeor klasztoru, w latach 2002–2009 prefekt oblatów świeckich przy opactwie. Rok spędził w pustelni na Mazurach oraz w klasztorze benedyktyńskim Dormitio w Jerozolimie. Autor wielu książek o tematyce duchowej. Rekolekcjonista tematyki duchowości i modlitwy. Zamieszczone tutaj konferencje, dotyczące medytacji w świetle nauczania Katechizmu Kościoła Katolickiego, o. Zatorski wygłosił w klasztorze benedyktynów Tyńcu w latach 2013-2014 na prośbę i zaproszenie krakowskich grup medytacji chrześcijańskiej.


KKK 2712

 

2712 Modlitwa wewnętrzna jest modlitwą dziecka Bożego, grzesznika, któremu przebaczono, który zgadza się na przyjęcie miłości, jaką jest kochany i chce na nią odpowiedzieć, jeszcze bardziej kochając (Por. Łk 7, 36-50; 19, 1-10). Jest on jednak świadomy, że jego odwzajemniająca miłość jest tą miłością, którą Duch rozlewa w jego sercu, albowiem wszystko jest łaską od Boga.

Ten akapit dobrze oddaje sens tego, co w tradycji monastycznej nazywa się modlitwą łez. Nie polega ona na rozżaleniu się nad własną biedą czy nad biedą świata, ale pojawia się w sercu jako „modlitwa dziecka Bożego, grzesznika, któremu przebaczono”. Jest to modlitwa kogoś, kto staje wobec miłości Boga, która go całego ogarnia, ale rozpoznając tę powalającą swoją pokorą miłość, rozpoznaje jednocześnie wielkość swojej niegodziwości. Gdyby Bóg był sędzią, to ludzka niegodziwość, próby jakiegoś kombinowania mogłyby ujść, bo nasza relacja do Niego byłaby relacją „polityczną” i moglibyśmy się jakoś bronić, żeby „wyjść na swoje”. Ponieważ jednak Bóg jest pokorny w swojej miłości, a jednocześnie pełny czułości, wierności i cierpliwości (por. Wj 34,4b–6.8–9), zdeterminowany, żeby nas przyjąć do siebie, nie łamiąc naszej wolności, wszystkie nasze argumenty, że musimy się bronić na wszelki możliwy sposób, że możemy Go odrzucić, gdyż nam zagraża, muszą upaść. Nasze próby „radzenia sobie” przez kombinowanie, stwarzanie pozorów…, okazują się wielką niegodziwością wobec tak pokornego i kochającego Boga. Dostrzegamy wobec Niego swoją wielką grzeszność, która już jest jednak wybaczona, bo Bóg w swojej pokorze nie może nieprzebaczyć, nie może działać bez miłości, bo byłoby to sprzeczne z Jego istotą. Świadomość tego wszystkiego powoduje, że wylewają się łzy skruchy. Wypływają one z doświadczenia miłości, są łzami „dziecka Bożego, grzesznika, któremu przebaczono”, dziecka, które wie, że nie może być inaczej.

Mnisi mówili, że modlitwa łez obmywa serce. Jednak warunkiem jest prawdziwe otwarcie się na dar Ducha Świętego, Ducha Prawdy, który doprowadza do całej prawdy (zob. J 16,13). Przy czym sama nasza odpowiedź miłości, nasze otwarcie, które się w nas dokonuje, nie dokonuje się naszą własną siłą, ale dokonuje tego w nas Duch Święty. Stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, to znaczy stworzeni do wzajemnego obdarowywania siebie nawzajem sobą, możemy tym prawdziwie żyć jedynie w Duchu. Dawanie nie czegoś tylko siebie samego jest możliwe w pełni tylko w Duchu Świętym, bo On jest Osobą-Darem, Osobą-Miłością, Osobą-Komunią i w tym jest jednocześnie absolutną pokorą. On sam jest misterium bezwarunkowego dawania siebie w pokorze. I tylko w pokorze można takie obdarowanie przyjąć i samemu stawać się darem dla innych. To nie jest nasze dzieło, to nie my sami jesteśmy tak wspaniali i hojni w miłości. Nie, ale jeżeli do takiego obdarowania dochodzi, to pochodzi ono z Boga i staje się udziałem w Jego misterium.

Modlitwa taka jest pokornym i ubogim oddaniem się miłującej woli Ojca w coraz głębszym zjednoczeniu z Jego umiłowanym Synem.

Syn Boży jest dla nas wzorem życia w Duchu Świętym – wzorem całkowitego oddawania się Ojcu. Teologia stara się przedstawić życie Jezusa jako całkowite „życie dla” (proegzystencja) – życie w całkowitym otwarciu, bez żadnego zamknięcia. To tak, jak gdyby ściany naszego domu przewróciły się i pozostalibyśmy w całkowitym otwarciu na przestrzeń, która nas otacza. To całkowite otwarcie daje z jednej strony absolutną transparentność życia, a z drugiej daje wszystkim przystęp do nas, co czyni nas wobec nich bezbronnymi. I chyba to nas przeraża i powstrzymuje przed dokonaniem takiego otwarcia.


Print Friendly and PDF