Czytanie na dziś: czytaj dalej
Gerry Pierse CSSR Konferencje

GERRY PIERSE CSSR

 

Ojciec Gerry Pierse (1940—1999), urodził się w Irlandii. W roku 1961, jako seminarzysta, wyjechał na Filipiny. W swojej służbie kapłańskiej pracował głównie w wiejskich placówkach misyjnych. Tej formie apostolatu towarzyszyło jego coraz większe zaangażowanie w modlitwę kontemplacyjną. Nauczanie o. Johna Maina było dla niego źródłem głębokiej inspiracji. Zakładał i prowadził grupy medytacyjne w parafiach i w więzieniach. Wspólnoty medytacyjne na Filipinach i Azji Południowo-Wschodniej były pod wielkim wpływem jego nauczania. (Tłum. Piotr Ducher, Copyright wccm.pl)

Przywróceni prawdziwym sobie

 

 

Psychologowie mówią nam, że każdy w jakimś stopniu zmaga się z niskim wyobrażeniem o samym sobie. Ważniejsze jest uznanie w oczach innych, niż własne poczucie wartości. Od najwcześniejszego dzieciństwa manipuluje się dziećmi tak, aby podporządkowywały się z lęku przed wstydem. Nierzadko oznacza to, że jest to cena, którą trzeba zapłacić, aby otrzymać miłość. Tak więc często dziecku mówi się, że za zachowanie i za osiągnięcia otrzyma nagrodę. Jego poczucie wartości zostaje powiązane z dokonaniami. Jego istnienie, samo w sobie, nie ma żadnej wartości.

 

Od najwcześniejszych lat dzieci poddawane są musztrowaniu. Egzaminy rozpoczynają się już w przedszkolu. Każdy musi zdobyć jakiś rodzaj uznania. Z całych sił rozwijamy drażliwe i chciwe ego. W konsekwencji, dzieci dorastają w atmosferze współzawodnictwa i przeczulenia na własnym punkcie. Poddają się władzy słów, spojrzeń a nawet wyobrażonych myśli innych. Jedną z pożądanych wartości w naszej kulturze są bezkonfliktowe relacje z innymi. Tak więc ludzie ukrywają swe uczucia, ale płacą za to wysoką cenę, ponieważ uczucia te często przekształcają się w psychosomatyczne schorzenia, takie jak wysokie ciśnienie krwi, astma, alergie i wrzody. Choć wewnętrznie zaplątani, nie mogą sobie pozwolić na uzewnętrznienie tego stanu. Noszą w sobie ból i rany z przeszłości. Wciąż są wyjałowieni od środka z powodu złego traktowania, przez kogoś, kto być może w tym momencie już nie żyje. Śmierć niszczy życie osoby, ale nie związek z nią. Tak więc ludzie rywalizują ze sobą na wiele sposobów. Żyć znaczy okazać się lepszym niż inni. To, czym naprawdę jesteśmy, istnieniem, nie ma żadnego znaczenia.

 

Mieć niskie wyobrażenie o sobie, to być poddanym opinii innych i oddawać swój los w ręce tych, którzy zranili nas w przeszłości. „Gdybym miał lepsze wykształcenie… Gdybym był kochany tak, jak moja siostra… Gdybym miał naukowy tytuł… gdybym, gdybym, gdybym… wtedy byłbym szczęśliwy.” Wszystkie te „gdyby” towarzyszą nam nieustannie w życiu. Czynią nas niewolnikami przeszłości, naszych grzechów oraz prawdziwych lub wyobrażonych grzechów innych wobec nas.

 

Słusznym jest powiedzenie: ”Błądzić jest rzeczą ludzką, wybaczać boską.” Wszystkie ludzkie związki pełne są błędów i zranień. Te rany alienują nas od samych siebie, od naszego centrum. Nie chcemy być wewnątrz naszego centrum, ponieważ czujemy, że nie ma tam niczego godnego miłości. Jesteśmy jak pączki donaty – dużo dzieje się na ich powierzchni, ale nie mają środka.

 

centrA jednak w tym centrum nasze istnienie i piękno przejawiają się najpełniej. Tam przebywa Chrystus; tam przebywa Bóg. Tam przebywa ten, który ożywia nas i daje nam siłę do przebaczania. Musimy zostać przywróceni własnemu centrum – być w stanie w nie wejść, być w nim, doświadczać tego, jak dobrze w nim być. Kiedy w nim jesteśmy, uzdrawiająca obecność Chrystusa pozwala nam przebaczać.

 

Kiedy wypowiadamy mantrę, jesteśmy tam. Nie można jednocześnie wypowiadać słów mantry i być ofiarą gniewu i nienawiści oraz wszystkich tych, którzy w przeszłości zranili nas i zniszczyli nasze wyobrażenie o sobie.

 

Jedna z medytujących osób podzieliła się takim doświadczeniem: „Kiedy za pierwszym razem próbowałem medytować, poczułem silną potrzebę ucieczki. Później zdałem sobie sprawę, że kiedy próbowałem medytować, moje nieprzyjemne odczucia wypływały z faktu, że nienawidziłem mojego sąsiada. Zwalczyłem je i powiedziałem sobie, że spróbuję zobaczyć Chrystusa w moim sąsiedzie. To było niemożliwe! Mój sąsiad oszukiwał, kradł i używał wobec mnie najpodlejszych słów. Chrystus nigdy by tego nie uczynił. Kontynuowałem medytację odsuwając rozproszenia. W pewnym momencie wydało mi się, jakby z głębi mnie odezwał się Chrystus: „Jestem wewnątrz ciebie. Spójrz na swego sąsiada moimi oczami.” Zacząłem tak czynić i od tej pory jestem bardziej wolną osobą. Dostrzegam i rozumiem przyczyny, z powodu których mój sąsiad stał się takim człowiekiem. Nawet chcę zwrócić się do niego by mu pomóc.”

  

 

Przekład Darek Kucewicz,  fot. wccm.pl

Print Friendly and PDF