Czytanie na dziś: Jezus powiedział do tłumów: czytaj dalej
Bede Griffiths OSB Konferencje
  

BEDE GRIFFITHS OSB

 

Ojciec Bede Griffiths OSB był benedyktyńskim mnichem. Urodził się w 1903 roku w Anglii, studiował na Oxfordzie. Po 20 latach pobytu w klasztorze wyjechał do Indii, by tam odnaleźć, jak mówił,  "drugą połowę" swojej duszy. Poszukiwał Boga w wielkich tradycjach religijnych Wschodu. Ojciec Griffiths był prawdziwym guru, przyjmował tych, którzy poszukują i tych, którzy błądzą. Indyjskim katolikom mówił o hinduistycznej tradycji, a Europejczykom i Amerykanom opisywał bogactwo chrześcijaństwa w orientalnym wydaniu. Jest autorem licznych książek. Ojciec Bede zmarł w Indiach w 1993 roku. Przedstawione tu konferencje "Medytacja i nowe stworzenie w Chrystusie" ojciec Bede wygłosił na Seminarium Johna Maina w 1991 roku. (Tłum. A.Ziółkowski, Copyright wccm.pl) 

Chrześcijańskie widzenie Tajemnicy

 

Jak chrześcijanin pojmuje Tajemnicę?

Przede wszystkim, jest to odkrycie Ducha wewnątrz, o którym św. Paweł mówi: „Nam zaś objawił to Bóg przez Ducha. Duch przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego.” (1 Kor 2,10). W każdym człowieku mieszka Duch Święty, który „przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego.” To dla chrześcijan jest ostateczną Tajemnicą. Jest zrozumiałe, że jak otwieramy nasze serca na to co św. Paweł nazywa „tajemnicą Chrystusa” to jako chrześcijanie spotykamy się z hinduistami, buddystami, muzułmanami w głębi Ducha – w miejscu gdzie znika wszelka racjonalność i rozumienie. Nowy Testament, a szczególnie Listy do Efezjan i Kolosan, pełne są odniesień do „misterium Christi”. Św. Paweł posługuje się tu terminem „misterium”, powszechnie wówczas używanym w języku „tajemnej” religii Greków. W czasach Imperium Rzymskiego mnóstwo było takich ‘tajemnych” praktyk i religijnych rytuałów, za pomocą których ludzie próbowali wejść w kontakt z tajemnicą poza światem i poza nimi samymi. Były one głęboko zakorzenione w świadomości antycznych kultur, tak że i wczesny Kościół niejednokrotnie czerpał z nich na różnorakie sposoby.

 

Celem chrześcijańskiej medytacji jest spotkanie z Chrystusem w głębi naszego jestestwa, który ujawnia się tam nie poprzez słowa i myśli, ale poprzez swą obecność w Duchu. Krótko przed swoim odejściem Jezus obiecał uczniom, że ześle im „Ducha Prawdy”, by Ten objawił im całą prawdę. Tego Ducha spotykamy, gdy zagłębiamy się podczas medytacji w naszego ludzkiego ducha. Bo „Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi.” (Rz 8,16). Jest oczywistym, że nie możemy obejść się bez słów i myśli. Nie da się tak po prostu wejść w ducha bez pomocy słów, bo na tej drodze umysł człowieka potrzebuje stwierdzeń wiary za swego przewodnika. Dlatego trzeba zacząć od rozważań nad Pismem Świętym i nauką Kościoła, ale nie można się na nich zatrzymać. To niepokoi i oburza tych z chrześcijan, którzy uważają Biblię i Kościół za najwyższy autorytet, którego trzeba się bezwarunkowo trzymać. Biblia to jednak słowa i myśli, podczas gdy Słowo Boga jest poza myślą i słowem. Jest Ono ukrytą Tajemnicą. Jezus też nie jest Biblią. On jest ostateczną Rzeczywistością. Jezus nie zostawił nam Nowego Testamentu. Powszechnie uważa się, że były trzy etapy powstawania Nowego Testamentu. Pierwszy, trwający 30 lat, gdy Jezus żył jako Żyd w Palestynie. W tym czasie nauczał, cierpiał i został ukrzyżowany, na koniec zaś powstał z grobu i wstąpił do chwały Ojca. Drugi okres to lata między 30 a 60 rokiem, gdy opowiadania o Jezusie przekazywane były w formie ustnej przez rodzący się Kościół. Najpierw przekaz ten odbywał się w języku aramejskim, potem w miarę jak wiara chrześcijańska się rozpowszechniała, przetłumaczono je na język grecki. Na trzecim etapie, od 60 do 90 roku po Chrystusie, historie te spisano i powstały Ewangelie w formie, którą znamy dzisiaj. Dlatego czytając Ewangelie musimy zachować pewną dozę krytycyzmu. Nie oddają one dosłownych słów Jezusa, ani tego co się dokładnie wydarzyło, tak jak zostało opisane. Sprawozdania z wydarzeń przeszły przez usta świadków i kościołów, pod szczególnym kierownictwem Ducha Świętego. To tłumaczy, dlaczego Ewangelie różnią się między sobą i zawarte w nich rozbieżności musimy zauważyć i uznać.

 

Ostatnia Ewangelia św. Jana została napisana w latach 90tych. Jest ona przenikliwą refleksją nad całą tajemnicą Chrystusa. Autor jej, choć czerpał z tradycji konkretnej grupy wyznawców, usiłował przekazać swoje własne doświadczenie wypływające z nauki Jezusa. Było to niewątpliwie wielką łaską, że nauka ta mogła być zachowana przez tyle lat i przekazana nam w tak mistycznej i bogatej w znaczenie treści. Dlatego w tej Ewangelii zbliżamy się najbliżej do „serca” Jezusa i stąd jest ona tak bardzo głęboka. Gdy Jezus prosi: ”... aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie...” (J 17,21), wówczas zostajemy zaproszeni do wejścia w tajemnicę Boga, uczestnictwa z Jezusem, w Jezusie i przez Jezusa w Jego poznaniu i miłości Ojca. To już nie Bóg „tam w górze” i sługa „tu na dole”. To istota ludzka... włączona w ukryte misterium samego Boga, mająca udział w Miłości, która jest Bogiem. To jest chrześcijańskie objawienie i takie jest nasze powołanie.

 

Jezus zostawił nam Ducha Świętego, Jego własnego Ducha i Ducha Ojca. W medytacji staramy się wejść w misterium Trójcy Świętej. Jest to niewyobrażalnie śmiałe przedsięwzięcie. Zastanówmy się tylko nad tym co robimy: usiłujemy przebić się do ostatecznej prawdy o rzeczywistości. Tak długo jak pozostajemy w świecie dualizmów, kościołów, doktryn i obrzędów, zawsze pozostaną między nami napięcia, konflikty i wzajemne się zwalczanie. Jedynie gdy przekroczymy zewnętrzne znaki (na swój sposób nam potrzebne) i dotrzemy do punktu samej tajemnicy, wówczas da się pogodzić wszystkie religie. Jest to nasze wielkie zadanie i wielka odpowiedzialność. Jako chrześcijanie powołani zostaliśmy do jednania konfliktów religijnych. Jezus po wstąpieniu do niebios powrócił do świata w swoim Duchu. Ten zaś dany jest bez wyjątku każdemu człowiekowi, tak że nikt nie pozostaje poza Jego łaską. 

 

W tym kontekście musimy też być bardzo uważni, gdy obstajemy przy prawdziwej obecności Chrystusa w Eucharystii. Nie ulega wątpliwości, że wiara w tą obecność jest dla nas punktem centralnym. Dla nas Jezus obecny jest w Eucharystii pod postacią chleba i wina. Potrzeba nam sakramentów, czyli znaków, byśmy mogli widzieć, dotykać, smakować i się nimi dzielić. Jednak Jego obecność nie kończy się na znaku. Kiedy wychodzimy z kościoła, nie pozostawiamy Go w tabernakulum. Niesiemy Jezusa dalej w naszym sercu i tam się z Nim jednoczymy podczas medytacji. Poprzez głębię Ducha odkrywamy głębokość i szerokość naszego ducha, a w nim immanencja i transcendencja schodzą się razem. Trzeba nam to dobrze zrozumieć. Nasz duch jest tym miejscem, gdzie wychodzimy poza własne ego, otwieramy na to co w nas boskie i w tym procesie spotykamy transcendentnego Boga. Z reguły jedna z tych dwóch cech odgrywa w naszej wierze większą rolę. Jednak im głębiej wchodzimy w siebie i odkrywamy tam Boga, tym więcej uświadamiamy sobie Jego transcendencję.

 

Myślę, że kluczem jest tu miłość. W miłości jest dwoje i każde musi wyjść poza siebie. Obydwoje muszą przekroczyć (być transcendentnym) swoje różnice i spotkać się w punkcie, gdzie staną się jednym. W głębi naszego ducha musimy uświadomić sobie obecność Ducha zamieszkującą w nas i jej się podporządkować. Jest to ruch w dwóch kierunkach. Czasami skupiamy się na jedności z Duchem i trwamy w Jego obecności. Innym razem, gdy otwieramy nasze serce, jawi się nam nieskończona transcendencja Boga i wyrywa się z nas modlitwa dziękczynna i uwielbiająca. Te dwa momenty są doświadczeniem medytacji. Musimy mieć zawsze przed oczyma owo piękne stwierdzenie św. Pawła: „.. miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany.” (Rz 5,5). Wchodzimy w „serce” i znajdujemy w nim miłość Boga wlewającą się „z góry”. Transcendentalna Tajemnica wkracza w nas i staje się w nim immanentną obecnością. Znowu przytoczmy za św. Pawłem: „Ten zaś, kto się łączy z Panem, jest z Nim jednym duchem.” (1 Kor 6,17). Następuje tutaj spotkanie nieskończenie odseparowanego Boga judaizmu z koncepcją Wschodu o Jego wewnętrznej obecności. Czyż więc może dziwić, że trudno jest nam znaleźć właściwe słowa na to spotkanie? Jest takie cudowne powiedzenie Manikki Vasakar, talmidzkiej mistyczki: ”Ty Jesteś wszystkim co jest. Ty Jesteś niczym co jest” Pierwsza część brzmi jak panteizm, a całość kończy się paradoksem. Bóg jest we wszystkim. Całkowicie przepełnia wszechświat i jednocześnie całkowicie go przekracza, bo stworzenie jest niczym w porównaniu z Jego wielkością. Gdy zanurzamy się w głębokiej modlitwie odkrywamy, że Bóg jest w nas, a my w Nim. Do tej głębokiej niedualności prowadzi nas Jezus, który w Ewangelii św. Jana modli się za nas: ”Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno... aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy.” (J 17,21-23). To jest absolutny szczyt religii chrześcijańskiej.

 

Oto dlaczego medytacja jest tak ważna. Obrzędy sakramentalne są piękne i potrzebne; msza święta zajmuje w nich miejsce centralne. Używamy w nich zewnętrznych znaków: kościół, świece, krucyfiksy, szaty, chleb i wino. Poprzez nie przychodzi do nas Tajemnica. Ale czasami znaków tych jest zbyt dużo i zamiast nas prowadzić to rozpraszają. Dlatego trzeba nam iść dalej niż one same, ku temu na co one wskazują, i w ciszy medytacji szukać zjednoczenia z Bogiem, z Chrystusem, który jest poza dualnością. Osoby Trójcy Świętej są wzajemnie podtrzymującą się relacją opartą na miłości. Miłość nie może być samotna. To ku temu rozumieniu prowadzą nas Ewangelie. Do komunikacji miłości, w której każdy jest w drugim i nie nie ma już innego, w tajemnicę samo-transcendencji, gdy poprzez miłość dwoje stają się jednym, choć żadne nie traci się w drugim, jednocześnie stając się więcej sobą.

 

Bóg powołuje nas do tej tego doświadczenia poprzez medytację. Powołuje On wszystkich ludzi na całym świecie, niektórych jako chrześcijan, innych jako hinduistów, buddystów i muzułmanów. Często chrześcijańska wizja Tajemnicy nie została im przekazana w miarodajny sposób. Myślą, że chrześcijaństwo to „zewnętrzna” religia dla zwykłych ludzi. Nieprzydatna jednak tym, którzy chcą na poważnie szukać Boga. Naszym obowiązkiem jest bycie świadkiem, że istnieje chrześcijańska wizja Tajemnicy, której można doświadczyć na dnie duszy i która odpowiada na najgłębsze potrzeby natury ludzkiej.

 

Oto nasze wyzwanie: być Jej świadkiem poprzez dar medytacji i modlitwy kontemplacyjnej drogą mantry.Ojciec John Main znalazł i pokazał nam drogę.

 

 

 

fot. wccm.pl

Print Friendly and PDF