Czytanie na dziś: Jezus opowiedział tłumom tę przypowieść: czytaj dalej
Maranatha!

 

 

Zasadniczą postawą wymaganą od chrześcijan w okresie „czasu pośredniego” jest czuwanie. Oznacza ono po pierwsze, że człowiek nie zamyka się w chwili teraźniejszej i nie poddaje się rzeczom dotykalnym, lecz patrzy ponad rzeczy przemijające oraz ich natarczywość. Istotne znaczenie ma kierowanie ku Bogu niczym nieskrępowanego spojrzenia, pozwalające otrzymywać od Niego kryterium właściwego postępowania i zdolność do niego.

Czuwanie oznacza przede wszystkim otwarcie na dobro, prawdę i Boga wśród niezrozumiałego często świata i w centrum władzy zła. Oznacza, że człowiek całą siłą i z wielką trzeźwością usiłuje czynić to, co słuszne, kierując się w życiu nie własnymi pragnieniami, lecz drogowskazem wiary. Wszystko to ukazane jest w eschatologicznych przypowieściach Jezusa, a zwłaszcza w przypowieści o czuwającym słudze (zob. Łk 12,42- 48), oraz – na inny sposób – w przypowieści o pannach nieroztropnych i rozsądnych (zob. Mt 25,1-13).

Co jednak z tego oczekiwania powtórnego przyjścia Pana wynika dla egzystencji chrześcijańskiej? Oczekujemy Go, czy raczej nie? Już Cyprian z Kartaginy († 258) musiał upominać swych czytelników, żeby modlitwy o powrót Chrystusa nie zaniedbywali ze strachu przed wielkimi katastrofami lub ze strachu przed śmiercią. Czy może chylący się ku upadkowi świat powinien nam być droższy niż Pan, którego przecież oczekujemy?

Księga Apokalipsy kończy się obietnicą powrotu Pana i prośbą o jej spełnienie: „Mówi Ten, który o tym zaświadcza: «Zaiste, przyjdę niebawem. Amen. Przyjdź, Panie Jezu!»” (22,20). Jest to modlitwa kochającego, który w oblężonym mieście jest zadręczany wszelkimi niebezpieczeństwami oraz okropnością zniszczeń i może jedynie oczekiwać przyjścia Ukochanego, który ma moc przerwać oblężenie i przynieść ocalenie. Jest to wołanie pełne nadziei i przeczuwające bliskość Jezusa w sytuacji zagrożenia, gdzie tylko On jeden może dopomóc.

W zakończeniu Pierwszego Listu do Koryntian Paweł umieszcza tę samą modlitwę w wersji aramejskiej, którą można jednak dzielić na dwa sposoby i w konsekwencji także różnie rozumieć: Marana tha („Przyjdź, Panie nasz!”), albo Maran atha („Pan nasz przyszedł”). W tym podwójnym sposobie czytania wyraźnie widoczny jest specyficzny charakter chrześcijańskiego oczekiwania przyjścia Jezusa. Jest ono wołaniem: „Przyjdź!” i jednocześnie pełną wdzięczności pewnością: „On przyszedł”.

Z Didache (ok. 100 r.) wiemy, że to wołanie stanowiło część modlitw liturgicznych w celebrowaniu Eucharystii przez pierwszych chrześcijan oraz że mamy tu konkretny wyraz jedności tych dwu sposobów czytania. Chrześcijanie wołają o definitywne przyjście Jezusa, a jednocześnie z radością i wdzięcznością przeżywają fakt, że to swoje przyjście teraz już antycypuje i już teraz do nas przychodzi.

W chrześcijańskiej prośbie o powtórne przyjście zawiera się zawsze również doświadczenie obecności. Nigdy nie odnosi się ona wyłącznie do przyszłości. Zrozumiałe jest więc to, co mówi Zmartwychwstały: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20). Jest On wśród nas teraz – w sposób najbardziej rzeczywisty w obecności eucharystycznej. Jednocześnie jednak w chrześcijańskim doświadczeniu obecności zawiera się także napięcie powodowane odniesieniem do przyszłości, do definitywnej pełnej realizacji tej obecności: obecność nie osiągnęła jeszcze pełni. Zawiera w sobie pragnienie czegoś więcej. Rodzi w nas dążenie do definitywnego spełnienia.[...]

Sposoby tego „przyjścia pośrodku” są różnorakie. Pan przychodzi przez swe słowo; przychodzi w sakramentach, szczególnie w Najświętszej Eucharystii; przychodzi do mojego życia za pośrednictwem słów lub wydarzeń. Istnieją jednak także epokowe sposoby tego przychodzenia. Działalność dwu wielkich postaci Franciszka i Dominika na przełomie XII i XIII wieku była sposobem ponownego wejścia Chrystusa w historię, nowego ukazania znaczenia Jego słowa i miłości; sposobem odnowienia Kościoła i ukierunkowania na Niego historii. To samo możemy powiedzieć o świętych XVI stulecia, takich jak Teresa z Ávila, Jan od Krzyża, Ignacy Loyola, Franciszek Ksawery; ich działalność, to nowe sposoby wkraczania Pana w mętną i oddalającą się od Niego historię owego stulecia. Jego tajemnica, Jego postać, przybierają nowe oblicze; a przede wszystkim na nowy sposób staje się obecna Jego moc przemieniająca ludzi i kształtująca historię.

Czy możemy więc modlić się o przyjście Jezusa?

Czy możemy szczerze mówić: Marana tha! Przyjdź Panie Jezu!”

Tak, możemy. Więcej nawet: Musimy mówić!

Modlimy się o antycypację Jego odnawiającej świat obecności. Modlimy się w chwilach naszej osobistej udręki: Przyjdź, Panie Jezu, i wprowadź moje życie w obecność Twej dobrotliwej mocy! Prosimy Go, żeby przyszedł do osób, które kochamy, albo które są przedmiotem naszej troski. Prosimy o Jego skuteczną obecność w Kościele.

Dlaczego nie mielibyśmy prosić Go, żeby również dzisiaj posłał nowych świadków swej obecności, w których przychodzi On sam? I jeszcze jedna prośba, która nie odnosi się bezpośrednio do końca świata, jednak jest rzeczywistą prośbą o Jego przyjście i zawiera w sobie całą treść modlitwy, jakiej On sam nas nauczył: „Przyjdź królestwo Twoje!”

Przyjdź, Panie Jezu!

 

Joseph Ratzinger, Benedykt XVI

Cyt. „Jezus z Nazaretu cz. II”, Wydawnictwo Jedność, Kielce 2011


***


Bądź w nas modlitwą Maranatha! 

Ks. bp Grzegorz Ryś, "Krakowska Akademicka Droga Światła" 10.05.2017

 

 

 

 

Print Friendly and PDF