Czytanie na dziś: Przynoszono do Jezusa dzieci, aby położył na nie ręce i pomodlił się za nie; czytaj dalej
Konferencja Medytacja w twojej szkole Konferencje

szkola

"Nowa rozszerzona koncepcja edukacji powinna umożliwić każdej jednostce odkrywanie, pobudzanie i wzmocnienie jej potencjału twórczego, a więc ujawnić skarb ukryty w każdym z nas. Zakłada to odejście od wizji wyłącznie instrumentalnej edukacji, postrzeganej jako koniecznej drogi do osiągnięcia określonych rezultatów (umiejętności, nabycie różnych zdolności, cele o charakterze ekonomicznym) i traktowanie jej funkcji w sposób integralny: spełnienie jednostki, która uczy się, aby być."

Raport UNESCO (tzw. raport Delors’a z 1996 r.), rozdz. "Edukacja: jest w niej ukryty skarb”

Dzieci również pragną Boga

 

Akademickie programy edukacji religijnej mają na celu uczenie dzieci i dorosłych  pewnych podstaw religii i zachowań religijnych - słów i działań konkretnego Kościoła, do którego przynależą. Mają one jednak zasadniczą słabość. Posłuchajmy ojca Johna Maina:

"Wiemy, że Bóg jest naszym Stwórcą. Wiemy, że Jezus jest naszym Zbawicielem. Wiemy również, że Jezus zesłał Swego Ducha, aby zamieszkał w nas i mamy jakie takie pojęcie o naszym wiecznym przeznaczeniu. Wielką słabością większości chrześcijan jest to, że chociaż znają te prawdy na poziomie teorii teologicznej, to nie są one żywe w ich sercach. Innymi słowy prawdy pojęciowe nie są realizowane. Ludzie znają je jako tezy głoszone przez Kościół, teologów, przez kaznodziejówz z ambon lub publikowane w periodykach, lecz nie uświadomiają ich sobie jako podstawowych prawd swego życia, jako solidnej podstawy, która daje im przekonanie i wiedzę.... Obecnie wielu ludzi zauważa, że musi zastanowić sie nad faktem, że istnieje poważna różnica między myśleniem o prawdach wiary chrześcijańskiej a ich doświadczaniem, między wiarą wyuczoną a wiarą opartą na głębokim osobistym doznaniu. Doświadczanie i potwierdzenie tych prawd nie jest dziełem specjalistów od modlitwy. (...) Do poznania tych prawd zostaliśmy wezwani i staramy się je zgłębić podczas medytacji.” 
 
Z wielu względów pomysł napisania tej książki i idea nauczania dzieci medytacji, mają swoje źródło w nauczaniu medytacji mojego najstarszego syna (mającego wówczas 23 lata), przed jego wyjazdem z Australii do pracy w Londynie. Mój syn jest terapeutą i po przepracowaniu kilku lat w Australii zdecydował się wyruszyć na wielką przygodę do Anglii, aby pracować w szpitalach w wybranej przez siebie specjalności. Lee zawsze był zawsze świadomy faktu, że medytuję i obserwował mnie przez lata, gdy udawałem się "do mej izdebki”, aby się modlić. Zawsze respektował moją praktykę i uważał nawet, że szkoda, iż na uniwersytecie, na który uczęszczał nie nauczano medytacji. Powiedziałbym, że był mocno zainteresowany medytacją i z przekonaniem powiedział kiedyś, że "cokolwiek robiłem, sprawiało, że życie z mną stawało się łatwiejsze”. Ciekawe, że chociaż mieliśmy zawsze dobrą relację ojciec-syn, nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby zaproponować mu naukę medytacji. Zawsze uważałem, że medytacja to coś, co przychodzi z wiekiem.
 
Wieczór, na dwa tygodnie przed jego wylotem z kraju, gdy poprosił mnie abym nauczył go medytować, okazał się jednym z najbardziej poruszających przeżyć w moim życiu. Przez dwa wspaniałe tygodnie medytowaliśmy razem. Wspomnienia  tamtego czasu są we mnie w dalszym ciągu bardzo żywe. To doświadczenie zbliżyło nas bardziej niż cokolwiek innego wcześniej. Medytacja chrześcijańska tworzy wspólnotę i ma moc wzmacniania więzi międzyludzkich. Mój syn i ja znaleźliśmy w ciszy nowy sposób komunikowania się nie tylko z Bogiem, ale również ze sobą nawzajem. Powiedział do mnie kiedyś: "Tato, poznanie medytacji było jednym z najwspanialszych prezentów, jaki mi ofiarowałeś" (Lee Christie). Nie wiem, czy mój syn medytuje regularnie, ale mogę powiedzieć z pewnością, że wie jak medytować i wie, że medytacja jest prosta i że może ją praktykować w każdym miejscu i czasie. Reszta zależy od niego, ale jestem ogromnie wdzięczny, że miał odwagę poprosić mnie o nauczenie go mojej duchowej dyscypliny. Żałuję, że nie zrobiłem tego wcześniej, stąd też inspiracja do napisania tej książki.
 
Pisząc ten rozdział jako rodzic (mamy jeszcze dwoje dzieci, które mieszkają razem z nami), kierowałem go zwłaszcza do rodziców i opiekunów z myślą o ich roli jako pierwszych nauczycieli swoich dzieci. Wierzę, że duchowy rozwój dzieci może być pielęgnowany na wiele sposobów. Idee tutaj wyrażone mają na celu dopomóc im, jak w sposób praktyczny, zachęcić dzieci do bardziej kontemplacyjnego sposobu patrzenia na świat.

Kilka moich rad i informacji dla nauczycieli/wychowawców

1. Pomyśl o przygotowaniu przez twoje dziecko cichego uświęconego miejsca w jego pokoju lub w domu. Może być skromne, jak mały stoliczek, na którym będzie ono kładło rzeczy "naturalne", takie jak muszelki, kamienie, gałązki czy liście. Pomoże im to rozwinąć świadomość obecności Boga w przyrodzie i pomyśleć o świętości dnia codziennego.
 
2. Zastanów się nad umieszczeniem Biblii i innych duchowych lektur, jako części tej świętej przestrzeni, tak by cicha lektura tych świętych ksiąg stała się z czasem częścią dnia dziecka.
 
3. Rozważ ofiarowanie swojemu dziecku ikony lub symbolu duchowego.
Czy w to wierzysz czy nie, dzieci są naprawdę zainteresowane symboliką. Dostępnych jest wiele pięknych ikon, a zrozumienie ich symboliki może być dla dzieci fascynujące. Mój drugi syn ma na imię Mikołaj. Gdy byłem w Moskwie, kupiłem mu w prezencie piękną ikonę świętego Mikołaja. Powiesił ją z dumą w swojej sypialni obok zdjęć słynnych sportowców i jego ulubionej grupy rockowej. Rywalizuje ona o miejsce w jego pokoju, ale jednocześnie sprawia, że duchowość wydaje się czymś normalnym i może istnieć obok innych równoległych zainteresowań.
 
4. Zachęcaj do bezruchu i ciszy, tak często, jak to możliwe.
Nasze domy mogą być miejscami hałaśliwymi, pełnymi ruchu. Zachęcaj dzieci do czasu bez radia i telewizji. Jeśli nauczą się czuć dobrze w ciszy i zobaczą, że cisza może być normalną częścią życia, wtedy mogą rozwinąć łatwość odnajdywania się w ciszy bez potrzeby wypełniania jej hałasem czy ruchem. Nie chodzi tu o przestarzałe powiedzenie "dzieci powinny być widoczne, a nie słyszane", ale o to, że dzieci mogą wiele zyskać ucząc się bezruchu i ciszy, jako alternatywy dla ciągłej potrzeby mówienia i działania.

dp5. Modlitwa, bezruch i cisza są czymś naturalnym.
Jeżeli uda się, aby dzieci postrzegały modlitwę, bezruch i ciszę jako nieodłączną część codziennego życia, a nie dodatek do niego, wówczas będzie to wielki krok na drodze do uczynienia duchowej części życia dziecka czymś normalnym. Dzieci nie powinny odnosić wrażenia, że duchowe, kontemplacyjne aspekty życia są odległe od życia codziennego. Im bardziej rodzice potrafią uczynić życie duchowe czymś zwyczajnym, tym bardziej normalne będzie to dla dzieci.
 
6. Duchowość dzieci jest wspierana przez wspólnotę, jedność z innymi i wyrasta ze wspólnych doświadczeń, wspomnień, nadziei i marzeń.
Pierwszą wspólnotą, jakiej doświadcza dziecko jest rodzina. Rodzice mogą wspierać duchowość i naturę kontemplacyjną swoich dzieci przez dawanie im przykładu i tworzenie bezpiecznego otoczenia, w którym może rozwijać się duchowość. Jednym z najwspanialszych darów rodziców dla dzieci jest zrównoważony pogląd na życie. Wątek duchowy powinien być częścią codziennej materii życia, aby pomagał rozwinąć i utrzymać jego harmonię i równowagę.
 
7. Medytacja jest prosta, to my jesteśmy skomplikowani.
Jako rodzice musimy sami próbować uczyć dzieci sztuki prostoty, a nie komplikowania rzeczy w zbyteczny sposób. Jeśli uda nam się nauczyć nasze dzieci prostoty, możemy stworzyć bardzo dobrą podstawę, dzięki której będą one mogły odkrywać swoją duchową tożsamość w dalszym życiu.

Ernie Christie

 

fot. Charles Posnett

cytat: Medytacja chrześcijańska w szkołach

 

Print Friendly and PDF