Czytanie na dziś: Gdy po pewnym czasie Jezus wrócił do Kafarnaum, czytaj dalej
Frans De Ridder CICM Konferencje

FRANS DE RIDDER CICM

 

Ojciec Frans De Ridder  jest misjonarzem zgromadzenia Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny (CICM). Pracowal 15 lat na Tajwanie a od roku 1981 w Singapurze. Tam angażował się  w nauczanie w ramach  Poradnictwa Małżeńskiego i programy wychowania seksualnego młodzieży w ruchu Catholics for Choice. Ojciec Frans regularnie podróżuje po Azji i prowadzi rekolekcje dla księży, sióstr zakonnych i osób świeckich. Od 1994 r. jest zaangażowany w ruch Chińskiego Apostolatu (China Apostolate). Od 2010 przebywa na Tajwanie jako lokalny zwierzchnik misji Zgromadzenia Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny. W niniejszym cyklu "Życie w miłości" ojciec Frans opisuje w prosty sposób owoce Medytacji Chrześcijańskiej, których doświadczył w życiu kapłańskim. (Tłum. Maria Obojska, Copyright wccm.pl) 

Medytacja i kapłaństwo cz.II

 

Rozmawiają o. Laurence Freeman OSB i ojciec Frans de Ridder CICM.

Singapur, styczeń 2008

O. Laurence: A co z innymi rodzajami modlitwy? W jaki sposób medytacja wpłynęła na sposób, w jaki Ojciec się modli? W jaki sposób uzupełnia ona Ojca modlitwę?

O. FRANS: Odkryłem, że dzięki medytacji Biblia staje się żywa. Wydaje mi się, że dzięki medytacji czerpię dużo większą radość z czytania Biblii i z innych rzeczy. Jestem księdzem od 44 lat. Moje pierwsze przyrzeczenia złożyłem w 1959 roku, czyli 49 lat temu, co oznacza, że wiele miejsc w Biblii przeczytałem już naprawdę wiele, wiele razy. Teraz jednak wydaje mi się, że wiele biblijnych tekstów zyskało dla mnie dużo głębszy wymiar. Zatem medytacja wzbogaca wszystko, czym się zajmuję: wzbogaca moje kazania i moje kontakty z ludźmi. Potrafię bardzo spontanicznie i naturalnie rozmawiać z ludźmi o życiu duchowym. Wczoraj byłem na rekolekcjach Choice. Obok mnie siedziała młoda dziewczyna i po kilku chwilach rozmawialiśmy już o modlitwie w jej życiu. Powiedziała: „Modlę się trochę…”. Napisałem jej krótką notkę, o tym jak należy medytować i powiedziałem, żeby to przeczytała i sprawdziła, czy jej pomoże. Wydaje mi się, ze wielu młodych ludzi odczuwa dotkliwy brak czegoś, wielki głód, ale nie wiedzą zupełnie, jak sobie z tym poradzić.

Moim zdaniem nie często zdarza się, że parafinie przychodzą do swoich księży, by porozmawiać o modlitwie i życiu wewnętrznym. A gdyby nawet tak się stało, to mam wrażenie, że wielu księży nie wiedziałoby, jakich rad udzielać ludziom w kwestii modlitwy.

Zgadza się. Nie powinniśmy nikogo tu oceniać. Każdy kapłan powinien brać odpowiedzialność za rolę modlitwy we własnym życiu. Mam jednak wrażenie, ze przy okazji takich rozmów, mogłoby się okazać, że niektórzy księża, nie poświęcają własnej modlitwie zbyt wiele uwagi. I dlatego w jego ustach temat modlitwy nie brzmiałby zbyt przekonująco. Gdy ja sam pozostaję wierny mej codziennej medytacji, to wtedy, zupełnie spontanicznie i naturalnie, jestem w stanie rozmawiać o tym z ludźmi i nikogo to nie szokuje. Moi rozmówcy nie maja też wtedy wrażenia, ze ich pouczam, że wygłaszam im kazania.

A to dlatego, że Ojciec dzieli się po prostu własnym doświadczeniem…

Dlatego też uważam, że dyscyplina jest tu bardzo ważna. A zaraz po niej wierność prostocie naszej mantry – po prostu trzeba ją nieustannie powtarzać. Podoba mi się, gdy Bóg pokazuje tu swoją sprawiedliwość. Bo jeżeli tylko genialni teologowie mogliby medytować i doświadczać Boga, wtedy byłby on strasznie niesprawiedliwy, wykluczałby w ten sposób 95% ludzkości. Jeśli potrzeba by było doktoratu z teologii, by medytować, to wtedy Bóg byłby niesprawiedliwy. „Błogosławieni ubodzy w duchu”, mówi Pan. Zatem nawet ludzie niepiśmienni mogą mieć świadomość Boga i głęboko doświadczać Jego obecności w swoim życiu.

W ciągu 44 lat swojej posługi miał Ojciec okazję obserwować wiele zmian w Kościele.  W jakim kierunku zmierza on w tej chwili, Ojca zdaniem? Jakie są głównie prądy?

 Osobiście, widziałbym jedną drogę – wzrost kontemplacyjnej mentalności w Kościele. Mamy tak wiele doktryn, tak wiele dokumentów, a niewielu ludzi je czyta. Ale czy ludzie potrafią cieszyć się obecnością Boga? Czy w ogóle można się nią cieszyć? Czy można doświadczać Boga? Wielokrotnie już mówiłem, że wydaje mi się, że nasz Kościół zawiódł ludzi pod pewnymi względami. Nauczyliśmy ludzi różnych modlitw, ale nie nauczyliśmy ich, jak komunikować się z Bogiem, jak w Nim żyć, jak Go doświadczać.W tej chwili nie widzę żadnego lepszego wyjścia niż medytacja.

 

Jak reagują inni księża, gdy dzieli się z nimi Ojciec swoimi przemyśleniami?

Właściwie nieczęsto rozmawiałem o tym z innymi kapłanami. Ale z kilkoma tak. Niektórzy odpowiadali mi, że medytacja jest zbyt trudna, że nie mogą skupić się na słowie. Wydaje mi się, że to po prostu kwestia bycia hojnym dla Boga. Trzeba dać mu szansę na ujawnianie się w naszym życiu, poprzez stworzenie przestrzeni i ciszy – żeby nic nas nie rozpraszało i żebyśmy mogli doświadczać boskiej obecności i cieszyć się nią. W przypadku księży istnieje tu pewne niebezpieczeństwo. Niektórzy z nich mogą sobie myśleć: „Czy skoro jestem księdzem, skoro studiowałem teologię i czytałem Pisma, to czy siedzenie przez pół godziny w miejscu i powtarzanie jednego słowa, nie jest zbyt proste?”. Moja odpowiedź brzmi: „Tak to jest proste! I dlatego jest to najlepsza droga!”. Ubogość i prostota tej medytacji prowadzi, moim zdaniem, do radości absolutnej. Nikt ani nic nas nie rozprasza, nic nie odciąga nas od Boga.  Dziś po południu przyszło mi na myśl pytanie, które zadał św. Piotr Jezusowi: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?”. Z pewnością nie będzie to żadna „rzecz”.  Będzie to sam Bóg! Gdy zostawisz wszystko inne – swoje pragnienia, plany, marzenia, ambicje, rzeczy, do których jesteś przywiązany, po prostu wszystko – wtedy otrzymasz Boga! Oto właśnie sens słów św. Teresy z Avili: „Kto ma Boga, temu nie brakuje niczego: sam Bóg wystarczy”.

W jaki sposób, Ojca zdaniem, Kościół powinien teraz powrócić do kontemplacji w ramach duszpasterstwa, sakramentów i rozumienia Pisma? Jak to zrobić w praktyce?

Medytacja nadaje sens mojemu życiu, więc mam nadzieje, że będę mógł rozmawiać o tej kwestii z moimi kolegami księżmi w wiarygodny i przekonujący sposób. Często wydaje mi się, że nasze kościoły są zbyt głośne, że w pewnym sensie bardziej dostarczają ludziom rozrywki niż prowadzą ich do Boga. Myślę, że podczas liturgii ksiądz powinien po kazaniu usiąść na chwilkę, to samo zrobić po komunii – tak, żeby pozwolić Bogu, Słowu, którego przed chwilą wysłuchaliśmy, czy też chlebowi Eucharystycznemu, który przyjęliśmy, stać się ciałem w naszym ciele. W przeciwnym razie, cały obrządek staje się zbyt teoretyczny, Słowo staje się po prostu historyjką, a nie wcieleniem tajemnicy Boskiej obecności.

Mówi więc Ojciec o zupełnie radykalnej zmianie metod przekazu, pewnej metanoji w Kościele.

W Ewangelii czytamy, że Jezus w momentach, gdy odnosił największe sukcesy (Łk 5, 15-16) zawsze wycofywał się na pustkowia i modlił się po to, żeby nadal żyć w Bogu, żeby pozostać wiernym sobie, żeby nie dać ponieść się sukcesowi, żeby nie popaść w pychę z powodu zbawiania świata. Po prostu, żeby być wiernym swej tożsamości, tożsamości ukochanego Syna Bożego. Na tym mu najbardziej zależało. To było kryterium, którym kierował się we wszystkim, co robił – w swoich cudach, kazaniach, homiliach, w kontaktach z ludźmi, czyniąc to wszystko ze świadomością, że: „Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie”. To oznaka autentyczności, prawdziwe duszpasterstwo, które było jego zadaniem. Prowadziłem kiedyś rekolekcje dla księży i sióstr w Chinach i często siostry skarżyły mi się, że księża się nie modlą. Przez to siostry czuły się oszukane, bo, jak sądziły, księży nie napełniała Boska obecność. Tego rodzaju bolesne skargi, często zdarzało mi się słyszeć w Chinach.

Z doświadczeń związanych z World Community for Christian Meditation wynika, że kontemplacja jest darem uniwersalnym, uniwersalną ścieżką, a większości wspólnot medytacyjnych przewodzą osoby świeckie. Oczywiście istnieje też sporo wspólnot prowadzonych przez księży i siostry, czy też przez nich wspierane. Tak czy inaczej, wśród osób świeckich często panuje przekonanie, że większe wsparcie ze strony kleru byłoby bardzo pomocne. Dotyczy to zwłaszcza Kościoła Katolickiego, w którym to głównie księża decydują o tym, co dzieje się w parafii. Czy ma Ojciec jakieś pomysły, jak można by zachęcić księży do okazywania większego wsparcia ludziom uczącym się medytacji?

Po pierwsze, wcale nie martwiłbym się, że ten cały ruch jest inspirowany przez osoby świeckie. Sądzę, że na przestrzeni historii, to właśnie osoby świeckie często ratowały Kościół przed upadkiem. Jeżeli takie osoby będą rzeczywiście autentycznie doświadczać Boga poprzez swą medytacją, to wpłynie to niewątpliwie także na ich relacje z księżmi. Myślę, że osoby świeckie mogą po prostu zapraszać księży do swoich wspólnot medytacyjnych. Zatem jest to dar, którym osoby świeckie mogą dzielić się z księżmi, o ile ci gotowi są go przyjąć.

 

for. wccm.pl

Print Friendly and PDF