Czytanie na dziś: Jezus powiedział do faryzeuszów i uczonych w Prawie: czytaj dalej
Laurence Freeman OSB Konferencje

LAURENCE FREEMAN OSB 

 

Ojciec Laurence Freeman urodził się w Londynie. Uczęszczał do szkoły benedyktyńskiej. Stopień magistra literatury angielskiej zdobył w New College w Oksfordzie. Pracował w ONZ, bankowości i jako dziennikarz, aby ostatecznie wstąpić do klasztoru benedyktynów opactwa Ealing. Czytaj dalej tutaj.

 

 

Ofiarny wymiar Eucharystii

 

W dalszej części przyjrzymy się, jak cisza ujawnia nam ofiarny wymiar Eucharystii. Teraz jednak chciałbym zająć się związkiem pomiędzy aktem intencjonalnej uwagi, a aktem daru z siebie. Destruktywni filozofowie nie zostawili w swym myśleniu zbyt wiele miejsca na odkrycie znaczenia ludzkiego życia. Ale nawet i oni przyznają, że to co człowiek może ofiarować najbardziej, to coś, co mogłoby nadać znaczenie ludzkiemu życiu, to akt ofiarowania samego siebie. Niemniej już w następnym zdaniu powątpiewają, czy taki akt jest w ogóle możliwy. Bo według nich, jest on dokonywany jedynie w pewnych okolicznościach lub pod pewnymi warunkami. Na przykład wtedy, kiedy chcemy być zauważeni, oczekujemy nagrody, wdzięczności czy czegokolwiek w zamian. Takie zaś pobudki same w sobie degradują wartość, jaka znajduje się w samopoświęceniu.

 

Chrześcijanin patrzy na Wcielenie, jako dar Boga z samego siebie ujawniony w życiu, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. Doskonały dar z siebie nie nakłada na obdarowywanego żadnych zobowiązań spłaty, lecz uzdalnia go do oddania siebie w takim samym bezinteresownym akcie innym. Tego właśnie uczy nas Eucharystia, to nam bez przerwy ukazuje i tym nas karmi. Wobec ludzkiego aktu pełnego oddania siebie – nawet wtedy, gdy nie wszystko w nim jest doskonałe – wobec takiego czynu, człowiek zawsze staje w ciszy jak zamurowany, w zdumieniu i głębokim szacunku. Jakże wiele nam potrzeba ciszy w Eucharystii, by być zdolnym w pełni docenić jej najdoskonalsze z możliwych samopoświęcenie z miłości dla nas?

 

Liturgia - tak jak każda inna modlitwa - zasadza się głównie na uwadze. Podczas Mszy świętej ćwiczymy się w koncentracji na Bogu, poprzez skupienie się na ofierze i darze, których Jezus dokonał z samego siebie w konkretnym historycznym wydarzeniu, i które, w sposób mistyczny, dokonują się bez przerwy w Duchu Świętym, zarówno w naszych sercach, jak i na ołtarzu. I chociaż nasza uwaga ulega nieustannemu rozproszeniu (kiedy na przykład z ciekawością obserwujemy nowe twarze w kościele, czy też kartkujemy parafialny biuletyn), to uwaga i skupienie Jezusa na nas nigdy nie maleją, tak że nawet nie przeszkadza mu nasze roztargnienie. Brak w tej uwadze wzroku pełnego wyrzutu, czy rozczarowania. Choć my jesteśmy niewierni, On pozostaje wierny, bo musi przecież pozostać wiernym samemu sobie. Fakt ten jest, przynajmniej dla człowieka wierzącego, nie do wyrażenia tajemnicą Eucharystii przemieniającą się w błogie przyciąganie prawdziwej Obecności, przyciąganie, któremu nie można się oprzeć.

 

Cisza jest wysiłkiem, pracą miłującej uważności, a jej owocem jest serce przepełnione wdzięcznością. Tu znajdujemy ogniwo łączące opisy ciszy Mistrza Eckharta i Matki Teresy z Kalkuty. Cisza, będąc tym co jest podobne do Boga jest jednocześnie Bogiem do nas mówiącym. Bo ilekroć skupiamy swą uwagę na Bogu, to szybko wyczuwamy Jego uwagę skupioną na nas. To Bóg jest tym, który zapala w nas pierwszą iskrę dobrej woli, jak twierdził Kasjan w swojej dyspucie ze św. Augustynem na temat istoty wolnej woli. Ale zaraz potem przychodzi kolej na naszą część wysiłku. Wyraża tę prawdę św. Jan pisząc: W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy. (1 J 4, 10). Kochamy, bo Bóg nas pierwszy ukochał.

 

W ten sposób każde uczestnictwo w Eucharystii, staje się preludium naszej partycypacji w życiu Boga. Jesteśmy owymi synami marnotrawnymi, na których spotkanie wybiega Bóg z otwartymi ramionami, podczas gdy my ciągle jeszcze daleko w drodze do domu. Ta spływająca z nieba, rozrzutna i ryzykująca wszystko miłość jest doświadczana w naszym sercu. Przy ołtarzu powinna być ona przyjęta duchowo. W ciszy Eucharystii delektujemy się milczeniem Ojca, od którego pochodzi przedwieczne Słowo. Na ikonie Rublewa Trójca Święta trzy jej Osoby zgromadziły się właśnie wokół Eucharystii.*

 

Duch Święty (reprezentowany przez Anioła  po prawej stronie, przyp. tłum.) jest tym, który dokonuje tej wspaniałej metamorfozy powszedniości w niebiańskość. W kapłanie i poprzez niego, jako tego, który reprezentuje, a nie zastępuje Chrystusa, wierni mają doświadczać misterium ciągłego scalania się i pojawiania na nowo trzech odrębnych Osób, których wzajemne przenikanie się czyni z Eucharystii przedsmak liturgii niebiańskiej. Celebrans staje się płynnym punktem zbieżnym, przez którego Sakrament ujawnia się i pożywia wiernych przepływem miłości. To sam Chrystus jest głównym Celebransem, a wierni są Jego Ciałem, z którego do służby innym powołany został kapłan. W Eucharystii dokonuje się nieustanny proces utraty siebie, dzielenia się sobą i odzyskiwania na nowo swej indywidualności. Uczestnictwo w tej akcji uwalnia nas z więzów naszego ego. Stąd czerpie swe źródło radość płynąca z Eucharystii i jej poważny wpływ na sposób naszego życia w społeczności. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś. (J 17, 23).

 

Dla wielu niedzielnych uczestników Eucharystii jej mistyczna zawartość jest chlebem duchowym na cały tydzień ich codziennego trudu. Dlatego trzeba dołożyć wszelkich starań, by ten rzadki i drogocenny moment przeżywany był z jak największą możliwą radością. Sposób w jaki będzie on celebrowany jest ze wszechmiar najistotniejszy, bo musi on umożliwić wiernym czas i przestrzeń, aby ujawnić się mogła cała wewnętrzna tajemnica Eucharystii. Iwan Illicz zauważył, że Wcielenie Chrystusa poprzez które umożliwiony został zadziwiający i zupełnie nowy rozkwit miłości i poznania, ma też swoją ludzką stronę cienia. Jest to niebezpieczeństwo instytucjonalizacji miłosierdzia i regulacji wolnego przepływu Ducha. Pewnie przyjdzie nam jeszcze długo pozbywać się bagażu cienia utrudniania Eucharystii poprzez zimne i legalistyczne do niej podejście. Często większą rolę przypisywało ono obowiązkowi pójścia na Mszę, zamiast łasce i zaszczytowi w niej uczestnictwa. Kiedy zbytnio kładziemy nacisk na obowiązek to mistyczne sedno Eucharystii zostaje praktycznie usunięte. Grozi nam wtedy ryzyko niezrozumienia, tak że i okresy milczenia podczas Eucharystii staną się jedynie zdawkowymi przerwami. Sacramentum Concilium przypomina nam, że kiedy liturgia jest sprawowana trzeba więcej, niż tylko kurczowego trzymania się przepisów regulujących jej prawidłowość. Nie możemy jednak popaść i w drugie ekstremum i po prostu wymusić podczas Mszy świętej okresy milczenia. Zresztą, to nie ilość ciszy a jej jakość, jest tym, co odgrywa tu decydujące znaczenie.

 

Z góry zaaplikowane milczenie nie będzie miało żadnego wpływu na wzrost duchowości wiernych. Tak długo jak fundamentalne podejście do Mszy świętej będzie kierowane i uwarunkowane legalizmem oraz nadmierną kontrolą, tak długo cisza i Eucharystia pozostaną w sprzeczności. Okresy milczenia, lub przedłużonego milczenia, będą praktycznie nie do przyjęcia. Zabrzmią one raczej pretensjonalnie i sztucznie, lub wręcz zostaną odebrane przez wiernych jako wymuszanie na nich (bądź co bądź na tych, co już i tak wykazali dosyć dobrej woli, że w ogóle przyszli do kościoła), czegoś, co jest im obce i co tylko przedłuża ich godzinę przeznaczona na Mszę. Cisza przede wszystkim musi być wynikiem doświadczenia mistycznej głębi, gdy jest ona odkrywana przez zebraną na modlitwie wspólnotę wiernych. Ale tak jak cała Eucharystia, tak też i jej milczenie musi być zainspirowane przez kapłana we współpracy z ludźmi świeckimi wspomagającymi koncelebrę. Jednak nie ulega żadnej wątpliwości, że to nasze seminaria muszą stać się kolebką modlitwy kontemplatywnej, jeżeli przyszli kapłani mają kiedykolwiek poprowadzić swych parafian w liturgiczną ciszę.

 

 

 

* Wielu badaczy sztuki uważa ikonę Trójcy Świętej Rublowa z 1410 roku za najpiękniejszą kiedykolwiek napisaną ikonę. Przedstawia ona trzech ludzi (aniołów), którzy odwiedzili Abrahama pod dębami Mamre (Gen 18, 1-8). Stąd ikona ta nazywana jest czasami ikoną Trójcy Świętej Starego Testamentu.

„Poprzez kontemplację tej ikony dochodzimy do wglądu okiem serca, że całe to nasze zaangażowanie w sprawy tego świata, będzie tylko wtedy owocne, gdy stanie się ono częścią tego Boskiego kręgu trzech Osób. W tej ikonie słowa psalmisty „Nawet wróbel dom sobie znajduje...Szczęśliwi, którzy mieszkają w domu Twoim, Panie.... (PS 84, 4-5) nabierają nowej głębi. Oto słowa te ukazują się w świetle Rublowa arcydzieła jako możliwość bycia w świecie i jednocześnie nie należenia do niego. http://www.rollins.edu/Foreign_Lang/Russian/trinity.html. Przyp. tłum.

 

 

Print Friendly and PDF